Polecamy

Co nieco o karmieniu

2011-03-21

Karolina Malinowska

 

Karmienie dziecka piersią to podobno jeden z najpiękniejszych aspektów macierzyństwa… podobno... O tym, że karmienie nie jest łatwe, nie mówi się głośno. O tym że bolą sutki i wyglądasz jak mleczna Pamela, kiedy Twoje piersi są wielkości Twojej głowy też cicho sza. Nawał pokarmowy jest trudnym momentem do przejścia…Później jest łatwiej, ale te pierwsze dni przypominają mleczną katastrofę. Chce się płakać z bólu i niemocy, a położne nakazują przystawiać dziecko na siłę… Boli, boli, boli.

 

Pierwsze  noce w szpitalu, kiedy jesteś sama z maleństwem, nie ma nikogo do pomocy, a dziecko płacze przez cały czas są niezłym sprawdzianem naszej odporności.
 
No i jeszcze te niezapomniane momenty, kiedy wyciekającemu mleku jakimś cudem uda się przecieknąć przez wkładki laktacyjne (tak, tak- istnieje taki wynalazek) i naszą bluzkę w najmniej właściwym momencie zdobią dwie mokre plamy. Cudownie- ja miałam ostatnio taką sytuację w sklepie. Chciałam zapaść się pod ziemię. O urodzie biustonoszy do karmienia nie ma się co rozpisywać- nie będzie to najbardziej seksowny element z kolekcji bielizny. Z drugiej strony, nie da się bez niego funkcjonować.
 
Czy naszła mnie myśl żeby zostawić to wszystko w cholerę i zatankować Dziamdziaka z butelki? Oczywiście, że tak! Rozumiem i co ważniejsze rozgrzeszam kobiety, które najzwyczajniej na świecie nie chcą karmić piersią, szczególnie jeśli mają starsze dziecko. Dlaczego? Dziamdziak wraz z mleczkiem wysysa z nas całą energię, noce nie służą już do spania a do wstawania co trzy godziny (a często częściej) aby dać dziecku pierś- nie tylko po to, żeby mogło się najeść, ale także dlatego, ze jego miłość do cycusia jest tak wielka,  że musi go przytulać, ciuciać i gnieść bezzębnymi dziąseł kami, kiedy tylko ma na to ochotę (w przypadku Dziamdziaczka 24/7).  
 
 
 
A my - dobre matki - powinnyśmy mu na to pozwolić. Zadaję jednak pytanie. A co z nami? Co z naszymi potrzebami? Czy możliwość wyspania się choć przez jedną noc to tak wiele?
 
Przyznaję się bez bicia, że zdarzyło mi się dokarmić synka gotowym mleczkiem, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam już siły  i mój wykończony organizm krzyczał głośne NIE!!! Umówmy się: musimy spać żeby móc normalnie funkcjonować, zająć się dzieckiem (dziećmi), ugotować obiad, sprzątnąć mieszkanie…
 
Ja znalazłam złoty środek. Kiedy podawałam małemu mleczko gotowe Humana, to pił je ze specjalnej butelki dla dzieci firmy Medela: a to dlatego, że nie zaburza ona naturalnego odruchu ssania, więc nie zniechęca się do piersi. Dziamdziak syty i mama cała ;-). Pierwszy synek jadł Humanę od urodzenia, bo nie potrafił ssać cyca. Wyrósł na zdrowego, silnego chłopaczka. Ominął mnie także problem kolek, co przy karmieniu piersią często się pojawia.
 
Kiedy wracam jednak do domu i widzę z jak wielką radością mój mały Christianek zajada mleczko z piersi, jak się do mnie przytula i jak kocha cycuszka to wiem, że warto przejść te wszystkie niedogodności i dać dziecku siebie jak najbardziej się da. Choć dla mnie pierś nie będzie nigdy wyznacznikiem matczynej miłości, tylko czas i emocje jakie dajemy naszym maluchom!
 

Polecamy