Karolina Malinowska, stylistka, dziennikarka i modelka opisuje uroki i trudy macierzyństwa. Obejrzyj też video spotkania Karoliny poświęcone różnym aspektom bycia mamą i kobietą.
2012-02-06
Karolina Malinowska
Mój synek skończył roczek... mówi słodkie Mama i Tata, bije brawo , macha i nareszcie doczekał się dwóch ząbków, którymi gryzie wszystko co popadnie.
Mój roczniak miał oczywiscie urodzinkową imprezke, bo jak tu nie wydać przyjęcia z okazji tak słodkich urodzinek?
Oczywiście jak każda mama chciałam żeby było perfekcyjnie... rozpoczęłam więc poszukiwania perfekcyjnego tortu. Usiedlismy z Fryderykiem i oglądaliśmy zdjęcia aby wybrać ten najlepszy, najpiękniejszy i podobno najsmaczniejszy tort. Fredzio uznał, że musi być z Zygzakiem McQeenem i ma mieć mnóstwo ozdób, ma być oczywiście czekoladowy! Po godzinie oglądania zdecydowaliśmy się na tort z misiami. Aby wszyscy byli zadowoleni zamówiliśmy także u dziewczyn ze www.sosweetproject.pl babeczki z Kubusiem Puchatkiem i innymi bajkowymi postaciami jak np. Elmo.
Goście zaczęli przybywać o 17 i mali i duzi. Christianek dostał jeszcze jeden torcik- pieluszkowy wykonany własnoręcznie przez ciocię Izę, okraszony zabawkami do kąpieli, które uwielbia. Przyszła do nas Matylda, Kalinka, Julek i mała Janka. Fredzio oprowadzał małe towrzystwo po domu i co chwila przynosił nowe zabawki. Mamusie, tatusiowie i ciocie ora

z wujek Christian (po którym nasz maluch dostał imię) prowadzili rozmowy na wszelakie tematy...spojrzałam sobie z boku na ten cały kolorowy rozgrdiasz, na papierowe talerzyki do tortu z rysunkami Hello Kitty i Buzza Astrala, kubeczki z Zygzakiem i Księżniczkami i pomyślałam, że właśnie tak teraz będą wyglądać najbliższe imprezy w naszym domu, co bardzo mnie ucieszyło.
Kiedy już wszyscy się zebrali (czekaliśmy na małą Jankęm która zasnęła swojej mamie w aucie pod naszym blokiem i aby nie zrobiła piekła na ziemi *a wszystkie to znamy *postanowiliśmy dać jej 30 minut drzemki) przyszedł czas na zdmuchniecie urodzinowej świeczki. Fajne jest to, że oczywiście Mama ma pomóc...no i Fredzio, który spiewał „Niech żyje nam MATYLDA” nie zważając, że to urodziny brata!Co tam, zdrowie przyjaciółki najważniejsze!
Kiedy maluszek miał pomyśleć życzenie ja z całego serca życzyłam mu po prostu tak wspaniałych przyjaciół na całe życie i szczęścia, tak banalnego a tak trudnego do uchwycenia...Fryderyk zdmuchnął świeczkę i rozpoczęliśmy czekoladowo-pralinkowe zajadanie. Mniam! I co tam dodatkowe kilogramy? Warto było.
W czerwcu urodziny ma Fredzio, Christianek za rok...a ja już wymyślam i cieszę się na te wszystkie kinder bale i nie złości mnie bałagan, ani krzyki dzieciaków, ani to że na kolację są
słodycze i inne zakazane w normalny dzień pyszności, cieszmy się tym nie tylko z dziećmi ale i między sobą...Nam urodzin do świetowania zostało troche mniej niż naszym szkrabom..a kto wie ile ich świąt będą chcieli spędzić z nami...tort z misiami zastąpią kiedyś koledzy i wypad do pubu...Ech...takie życie.
Na razie do ich osiemnastek zbieram urodzinowe, zdmuchniete przez nich swieczki. Muszę pilnować, aby żadne życzenie się nie zmarnowało.
2012-02-01
Jakie potrzeby mają mamy trzymiesięcznych niemowląt? Może czasem wyjść z domu na spotkanie z koleżanką lub do kina? A może lubią estetyczne przedmioty? Każdą z tych potrzeb spełni Tommee Tippee Butelka dekorowana Closer to nature.
To nie żart. Jeśli, od czasu do czasu, mama potrzebuje wyjść z domu, warto wybrać butelkę do karmienia, bez obawy, że maluch zatraci naturalny odruch ssania. Smoczek w butelkach Tommee Tippee zapewni wiec komfort taki jak w czasie karmienia naturalnego. Jest to możliwe dzięki anatomicznym kształtom i wykonaniu z giętkiego, miękkiego silikonu. Butelki te wyróżnia charakterystyczny design - dostępne są w kolorze delikatnego różu bądź błękitu. Ozdabia je delikatny motyw kwiatowy.
2012-01-09
Karolina Malinowska
Za mną pierwsze przedszkolne przedstawienie, na którym mój wspaniały synek śpiewał piosenki i tańczył przebrany za misia, przyznam że niewiele widziałam, bo poryczałam się jak bóbr ze wzruszenia... na koniec dostaliśmy z Olivierem piękną różową świnkę w czapce Mikołaja wykonaną przez naszego Fredzia.
To było wspaniałe wydarzenie, później wspaniała Wigilia spędzona z dziadkami, prababcią i ukochanym Sisio, czyli moim bratem. Fryderyk najbardziej przeżywał wizytę Mikołaja, ale że był grzeczny to dostał piekne prezenty i kolejny rok udało się Sisiowi przebrać się i nie zostać rozpoznanym.

A co przede mną? Za chwilkę mój maleńki synek będzie obchodził roczek, zaczyna chodzić i w końcu wybija mu się pierwszy ząbek. Nauczył się robić PA PA , mówi Mama i Tata, bawi się samochodami z Fredziem jeżdżąc z nim po całym pokoju, zjada owsiane ciasteczka i jest absolutnie fantastycznym dzieciakiem, choć nie powiem charakterek ma (podobno po mamusi).
Ten rok to także rok trzecich urodzin Fryderyka, który z dzidziusia stał się dla mnie chłopcem, partnerem do rozmowy. Chodzi do fantastycznego przedszkola, ma najlepszego przyjaciela Maksyma i pierwszą sympatie Matyldę... ech dzieje się.
Na tapecie mamy też fascynację Zygzakiem McQueenem- mamy chłopców wiedzą o czym mówie. Ciekawa jestem czy Christianek będzie miał podobne zainteresowania jak jego braciszek, czy bedą mieli podobny charkter? Na razie Chris wydaje się mieć totalną osobowość, nie będzie z nim łatwo, ale ciekawie.
Czego sobie najbardziej życzę na ten rok? Zdrowia dla moich najblizszych i dla siebie, Wam także moje wspaniałe Mamy. Przede wszystkim zdrowia, a także siły do naszych małych i dużych urwisów. Kasa...ta się zawsze jakoś zorganizuje, ale jej też Wam życzę, uśmiechu nie tylko tego wywołanego przez dzieci i pięknej przyjaźni połączonaj z miłością, bo bez tego ani rusz.
PIĘKNEGO ROKU!
2012-01-05
Ciekawostki z Mamosfery:
Spać, spać, spać – to marzenie wielu rodziców niemowląt. No właśnie, pierwsze miesiące to czas, kiedy można sobie o spaniu co najwyżej pomarzyć. Bo nasz ukochany bobas budzi się co dwie, trzy godziny. Wiele mam wykształca w sobie siódmy zmysł i śpią tak czujnie, że najmniejsze poruszenie niemowlaka, od razu stawia je na nogi. Co zrobić, gdy niemowlę nie chce spać? W teorii to proste wyeliminować przyczyny, zapewnić mu jak najlepsze warunki. W praktyce powodów może być cała masa, a i tak trudno odgadnąć, co naszemu płaczkowi spędza sen z powiek. Jedno jest pewne, grunt to porządna kolacja, bo najedzony 6 tygodniowy smyk może nieprzerwanie przespać nawet 5 godzin!
2011-11-17
Karolina Malinowska
Zastanawiam się, które z „kocham Cię” skierowanych do mnie i wypowiedzianych przeze mnie było najważniejsze.
Moja mama bardzo często powtarzała mnie i bratu, że bardzo nas kocha, niezapomnianą była taka deklaracja od pierwszego chłopaka, później od męża. Pamiętam jak oglądałam „Anię z Zielonego Wzgórza” ona często mówiła „kocham” do swojej przyjaciółki Diany i ja faktycznie kocham swoich przyjaciół... Kocham też swoje dzieci, dwóch malutkich, wspaniałych synków, którzy mam nadzieję, wyrosną na mądrych mężczyzn, którzy będę kochać i będą umieli o tym mówić...
To najważniejsze KOCHAM CIĘ padło całkiem niedawno, w dzieciecym pokoju, gdzieś pomiędzy zabawą Zygzakiem, a wyścigiem ze Złomkiem... ot tak, po prostu... nie działo się nic wielkiego, ot czas zabawy jakich wiele, wieczór, pora spania i nagle te małe rączki oplatajace mocno moją szyję, słodki buziak i te słowa „Kocham Cię Mamusiu. Bardzo”. Zamurowało mnie, po prostu przytuliłam Fredzia najmocniej na świecie i pociekły mi łzy. Mój synek.
Same pewnie wiecie, ze nie ma nic piekniejszego...
Miłość do dziecka nie przyszła do mnie minutę po porodzie, musieliśmy się poznać, przyzwyczaić do siebie, umieć się wyczuwać i pokochać się bezwarunkowo i tak się stało. I pewnie dlatego deklaracja miłości od własnego dziecka jest tak piękna, czysta, niewymuszona... ono po prostu to poczuło, te słowa są dla niego czymś normalnym, bo często je słyszy, więc nie ma problemu z ich wypowiadaniem...
Marzę tylko o jednym ,żeby kiedy obaj już będą dorośli mieli czasem ochotę przytulic się do swoich rodziców i jeszcze raz powiedzieć Mamo, Tato kochamy Was... wierzę, że tak będzie.
2011-10-24
Get the Flash Player to see this player.
url=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Media/st65_MJK_NK2.flv iurl=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Image/mjk_poczytaj.jpg width=477 height=300 loop=false play=false downloadable=false fullscreen=true displayNavigation=true displayDigits=true align=left dispPlaylist=none playlistThumbs=false
Zabawa trwa od 24 października do 22 listopada.
Laureaci zostaną powiadomieni e-mailem.
2011-09-27
Karolina Malinowska
Od dawna nie miałam takiego wieczora żeby wyskoczyć gdzieś z przyjaciółkami, posiedzieć w klubie , napić się szampana…przejść ten cały rytuał szykowania się , malowania, wkładania super ciuchów i butów na wysokim obcasie. Albo chociaż kino i jakaś nie wymagająca myślenia komedia romantyczna, ot tylko po to, żeby zresetować głowę.
Patrzę często na swoje koleżanki singielki, zawsze piękne, doskonałe, mające czas na siłownie i naukę Francuskiego i na bieganie po sklepach…zazdroszczę im wtedy bardzo. I nie, nie to nie będzie artykuł o wyższości posiadania rodziny nad wyższością posiadania szpilek Louboutina ,bo każdy ma prawo dokonywać własnych wyborów i nic nam do tego, to będzie krótka rozprawka o zazdrości…chwilowej, ale jednak zazdrości.

Wiele razy miałam ochotę wyjść sobie gdzieś po pracy…ot po prostu poszwędac się po mieście, usiąść w knajpce, popatrzeć na przechodzących ludzi, poczytać gazetę dla przyjemności najlepiej taką nie dotyczącą wychowania i opieki nad dziećmi, ani obowiązujących w modzie trendów.
Albo pojechać do Centrum Nauki Kopernik i zobaczyć to podobno niesamowite miejsce na własne oczy.
Tęsknię za tymi momentami…a przecież jeszcze niedawno moje życie także było bardziej „moje” niż „ich”, a jednak wcale tak dobrze go nie pamiętam.
Czy faktycznie jest tak, że kiedy pojawiają się dzieci cała reszta nie ma znaczenia? Tak, zdecydowanie tak, trochę się to dzieje obok nas i może czasem żałujemy, ale z wielką radością i miłością czekamy na te zmiany w naszym życiu…
Wszystkie (no może prawie wszystkie) mamy małych chłopców doczekują się pięknej deklaracji, że jak synek dorośnie, to się z mamusią ożeni, ja nadal czekam na to magicznie słodkie zdanie…
Ostatnio miałam cudowny moment z Fredziem, szykowałam się do pracy i musiałam wyglądać szalenie elegancko, na tę okazję włożyłam piękną wieczorową suknię, zrobiłam makijaż i kiedy Fredzio mnie zobaczył powiedział MAMA JEST ŁADNA i CHCĘ SIĘ PRZYTULIC i z tą swoją małą dużą radością w oczach otoczył mnie swoimi rączkami. I co z tego, że brzuszka po ciąży jeszcze zostało, bo na siłownię nie ma czasu, co z tego że czasem się nie chce straszliwie, żeby wyglądać najlepiej jak się da? W takich momentach to nie ma znaczenia , tylko ten przytulasek się liczy i to, że mama spóźni się 20 minut do pracy, ale kołysanki nikt nie śpiewa tak jak ona…Mój mały chłopiec.
Myślę sobie, że pewnie nawet jeśli udałoby mi się gdzieś wyskoczyć to i tak cały czas myślałabym czy Chłopcy już śpią, czy Fredzio umył ząbki przed snem? Czy się nie odkrył, bo często to robi? No i czy Christianek przytula swojego ulubionego króliczka? Ech… Bale będę miała w przedszkolu, wielkie wyjścia na dziecięce urodziny, jak do kina to tylko na „Auta 2”, które Fredzio uwielbia,” zamiast szampana
woda Humana” ale co tam, a i buty na wysokim obcasie czasem się przydadzą na wyjście do znajomych , którzy także mają dzieci.
Mówię Wam dzień z dzieciakami od rana do wieczora to jest dopiero impreza!
2011-09-13
Plastry na blizny nareszcie w Polsce!
Get the Flash Player to see this player.
url=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Media/st53_SutriconMJK5.flv iurl=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Image/obraz_start_sutricon.jpg width=477 height=300 loop=false play=false downloadable=false fullscreen=true displayNavigation=true displayDigits=true align=left dispPlaylist=none playlistThumbs=false
Rozstrzygnięcie konkursu „Skąd pochodzi nazwa Sutricon?”
Nazwa silikonowych plastrów na blizny SUTRICON pochodzi od połączenia dwóch wyrazów „SUTURA” ( z jęz. łac. „Szew”) lub „SUTUR” ( z jęz. franc. „Szew”) oraz słowa „Silikon”.
Dziękujemy wszystkim za wzięcie udziału w konkursie, a zwycięzcom GRATULUJEMY!!!
Zwycięzcy zostali poinformowani o wyniku konkursu i nagrodzie drogą mailową w dniu 19.09.2011.
Konkurs trwał od 13 do 16 września 2011.
Regulamin konkursu dostępny na życzenie: humana@verco.com.pl
2011-09-05
Karolina Malinowska
Mój ukochany synek jest przedszkolaczkiem. Nie wiem kto bardziej się emocjonuje tym wydarzeniem, ale niewątpliwie jest to jeden z pierwszych przełomowych momentów w jego życiu. Pierwszy dzień był dla mnie bardzo uroczysty. Odwiozłam Fredzia,weszłam z nim do sali i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Fryderyk był totalnie zachwycony!!! Przyznam szczerze,że był jedynym maluchem który nie płakał za mamą... nawet przez chwilkę mnie samej zrobiło się przykro, że rozstajemy się na cały dzień, ale byłam dobrej myśli.
To ciekawe jak szybko mija dzień kiedy nagle ma się tylko jedno dziecko pod opieką. Christianek skończył 7mcy i jest absolutnie cudowny, ciekawy świata i jak się okazuje ma zadatki na przywódcę, bo stara się żeby wszyscy chodzili pod jego dyktando... Mały Wiesio (taką ma ksywkę :-) jest dużym terrorystą, dobrze już to raz przerobiłam i wiem jak sobie radzić. Nowością jest także u nas jedzonko. Pijemy mleczko Humana 2 i wcinamy pyszne owoce ze słoiczka - najchętniej jabłuszka. Co prawda na razie wiecej ląduje na śliniaku niż w buzi, ale się staram.
Wiesio lubi zabawki, ale najbardziej lubi kiedy pokazuje mu je brat. Ciekawe, że takie niemowlę tak bardzo kojarzy co jest nowe a co nie. Widać było, że tęskni za Fredziem. Kiedy są razem jeden drugiego papuguje i śmieją się w głos. Czy jest coś piekniejszego? Widać, jak bardzo moje dzieci się kochają.
Fredzia odebrałam po kilku godzinach...bawił się wesoło z innymi przedszkolakami na placu zabaw. Uśmiechnął się na mój widok, ale nie miał spojrzenia MAMO ZBIERZ MNIE STĄD. Tylko O MAMA, SUPER. TU BYŁO MIŁO CZAS COŚ ZMIENIĆ. Jutro kolejny dzień, pózniej cały tydzień, miesiące...
Przyznam się Wam, że nie mogę się już doczekać owych przedszkolnych atrakcji i tego kiedy dostanę pierwszą laurkę od synka... miejsce na ścianie już czeka. Fajnie być mamą. Bardzo.
2011-08-03
Karolina Malinowska
Pogoda w lipcu niespecjalnie nas rozpieszczała, raczej była barowo-komputerowa… Żałuję, nie było szansy na zabawy na dworze, które Fryderyk tak uwielbia. Jeszcze interesują go zapomniane gadżety typu piłka, rakietki do badbingtona czy wiaderko i foremki. Specjalnie piszę „jeszcze” bo mam świadomość, że dzisiejsze zabawy polegają na ściąganiu aplikacji na iPhone’a czy coraz to nowszych i droższych grach na Xboxa czy Play Stadion ( nawet nie wiem jaki numer jest teraz w sprzedaży)…
Moje dziecięce zabawy były inne. Pamiętam skakanie przez gumę (ostatnio w Krotoszynie znalazłam w sklepie ten relikt i kupiłam sobie z sentymentu), zabawę w chowanego czy robienie fikołków na trzepaku. Trzepak to w ogóle było nasze podwórkowe centrum wszechświata, kiedy nasza banda wybiegała się pobawić to spotykaliśmy się właśnie tam. Marcelina, Michał, Jacek i Kuba, Aśka i Aneta…Krystian i Kasia, Ewelina. Cała nasza banda.

Czego my nie wymyślaliśmy żeby zorganizować sobie czas. Bawiliśmy się w wywoływanie duchów, tradycyjnie w wojnę, chowanego no i oczywiście były zajęcia w podgrupach czyli dziewczynki z lalkami, chłopaki z samochodami. Pamiętam jak mieliśmy jeden na dwa bloki kij do baseball’a i graliśmy nielegalnie na szkolnym boisku z którego goniła nas Pani Julita.
Pamiętam jak potrafiliśmy zamalować kredą cały chodnik i skakać w klasy…
A dziś? Dziś weekend naszych dzieci determinują nowe poziomy gier w których strzela się i zabija na śmierć. I co z tego ,że na pudełku napisane , że od lat 16 skoro grają w to 7latki?
Przyznać trzeba także, że to wina nas rodziców. Czy nie jest fajnie, że mamy wolne? Telewizja i komputer wychowują nasze dzieci. Ostatnio widziałam społecznościową kampanię właśnie na ten temat i przeraziło mnie to.
Zastanawiam się też nad drugą stroną medalu, czy nie jest trochę tak ,że my rodzice musimy niestety przyzwyczaić się do tego, że to jest już całkiem inny świat i że tego wirtualnego postępu nie da się zatrzymać? Z pewnością tak. Kiedy patrzę jak sprawnie Fryderyk mając dwa latka obsługuje mój telefon jestem tego nawet pewna. Wiem jedno…mam zamiar jak najdłużej korzystać z tego ,że cieszy go pluszowy miś, to że jego wspaniały kuzyn Mateusz poda mu rękę i poskacze z nim na trampolinie, czy że ciocia Daga pobawi się z nim pirackim statkiem…będę kolekcjonować te momenty sprawdzając od czasu do czasu nowe gry do ściągnięcia na iPhone’a…
2011-07-11
Get the Flash Player to see this player.
url=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Media/st50_mjk_targi3.flv iurl=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Image/pieluszki.jpg width=477 height=300 loop=false play=false downloadable=false fullscreen=true displayNavigation=true displayDigits=true align=left dispPlaylist=none playlistThumbs=false
Zabawa trwała do 14 lipca. Dziękujemy za udział!
2011-07-11
Karolina Malinowska
Po raz kolejny spędzam urlop nad morzem w uroczej miejscowości Pobierowo, cudna plaża w miarę czysty Bałtyk ale przede wszystkim babcie, które pomagają mi w opiece nad synkami. Z Christiankiem to jeszcze tzw. „pół biedy” bo inne atrakcje poza mamusią nie są mu do życia potrzebne, za to Fryderyk z dziecka w czasie wakacji awansował do tytułu konsumenta.
Wystarczy przejść się po słynnej ulicy Grunwaldzkiej, aby przekonać się, ileż to kompletnie niepotrzebnych pierdółek możemy nabyć w czasie półgodzinnego spaceru. Zaczynamy od czyhającej na nas budki z lodami dla dzieci w kolorze Domestosa, goframi z owocami w żelu, czy też waty cukrowej różowej niczym konik Jolanty.
MAŁA PRZERWA, WŁAŚNIE FREDZIO PRZYNIÓSŁ JAJKO Z NIESPODZIANKĄ I „MAMA OTWÓŻ” KOLEJNA KOMPLETNIE NIEPOTRZEBNA PIERDOŁA, A NIESPODZIANKA BYŁA FAKTYCZNIE BO W JAJKU ZNAJDOWAŁ SIĘ KAWAŁEK PLASTIKU I NAKLEJKA I NIEZBYT WIEM JAK SIĘ MA TYM BAWIĆ, NA SWOJĄ OBRONĘ MAM TYLKO TYLE, ŻE ZAKUPU DOKONAŁ TATA…

Wracając do naszego spaceru…największym zjadaczem naszych „niby drobnych” są bujaki czyli szatański wynalazek mający na celu ograbienie rodziców z reszty pieniędzy oraz cierpliwości. Moim ulubionym jest ten, który ma przypominać myszkę miki, a kiedy wrzuci się 2 zeta zaczyna wykonywać bliżej nieokreślone ruchy i o wiele za głośno śpiewać po chińsku lub koreańsku, samo urządzenie wygląda jakby nie jedna rewolucje już przetrwało. To nic, że Fredzio po 3sekundach stwierdza, że nie chce bo „się basi” co w jego tajemnym języku dwulatka oznacza boi i idziemy dalej robiąc mutantowi na monety Pa Pa…w końcu Ti tylko 2 złote, no nie?
Po kilku metrach natrafiamy na warzywniak i jako dobra matka kupuję synkowi koszyczek malin, bo przecież są zdrowe i mają witaminki, nie ma znaczenia że kosztują o połowę więcej niż w Warszawie, w końcu są wakacje i trzeba się wyluzować. Kupione, zapłacone, umyjemy i zjemy…dalej ubrania…takie słodkie koszulki. Kupuję małemu niebieską z napisem „Mały terrorysta” …25zł, po czym zauważam jeszcze jedną „Kawaler do wzięcia” i ciupkimi literkami dopisane „na ręce”, opanowuję się, jedna wystarczy.
Kiedy pytam synka co kupimy idąc do sklepu odpowiedź jest zawsze taka sama AŁO! Co ma oznaczać auto. Fakt jest taki, że Fryderyk uwielbia samochody i faktycznie jest to jedyna zabawka jaką może się bawić non stop…na dodatek jak znajdzie jakieś monety np. jeden grosz pokazuje, że KASA MAM I AŁÓ KUPIMY. I jak ja mam mu odmówić? Wybieranie samochodu na stoisku trwa około 30 minut, bo Fredzia interesuje wszystko co jest na półkach, na szczęście nie woła każdej pierdoły (zobaczymy za rok) ale bez ała się nie da. Pani nie jest zdenerwowana, a wręcz wyluzowana przecież są wakacje…sama pokazuje synkowi resoraki i ku mojemu zdziwieniu wcale nie te najdroższe i co dziwi mnie jeszcze bardziej świetnie orientuje się jakie synek już ma w kolekcji. Wychodzimy z czerwonym autkiem za 9zł.
Fredzio szczęśliwy, ja także spacerujemy dalej , ciepło i pięknie, słonko świeci i jest milutko, mijamy lodziarnię o osobliwej nazwie „zrób se loda sam”, gdzie jak wiadomo samemu można stworzyć wymarzony deser, ileż to zabawy dla dwulatka i dla rozanielonej matki patrzącej na małego cukiernika umazanego w czekoladzie i posypce. Swoją drogą lodziarnia cieszy się wielkim sukcesem i wcale się nie dziwie, rodziców intryguje nazwa a dzieci możliwość pociągnięcia wajchy z waniliową przyjemnością.
Zjadamy loda, dostajemy od Pani hawajskie kwiatki na szyję i ruszamy dalej na podbój Grunwaldzkiej…kolejnym przystankiem jest stoisko wszystko za 5zł z milionem koralików, sznureczków i badziewia jakiego świta nie widział! Fredzio ogląda koraliki, ale szybko traci cierpliwość, bo oto do naszych uszu dobiegają indiańskie szamaństwa wyśpiewywane w rytm obecnych przebojów, to jest atrakcja dopiero…pióropusze, piękne stroje i cały teatralny performance, moje dziecko jako miłośnik Meksykanów udających Indian wrzuca panu pieniążek do kapelusza i ruszamy dalej . Tym razem to ja zatrzymuję się przy zabawkach, moim oczom ukazuje się makabrycznej urody laleczka, bujająca się na fotelu, jedno oko ma zamknięte, drugie patrzy mętnym plastikowym wzrokiem, świecą się jej kolczyki a cała ubrana jest w najbrzydszą na świecie różową sukienkę z białymi falbankami, mijające nas dziewczynki są w wniebowzięte, a Fredzio nie zainteresowany. Ja boję się, że wraz z laleczką trzeba kupić jej pobyt w sanatorium.
Po drodze mamy jeszcze jedną mega fajną atrakcję czyli dmuchane wesołe miasteczko, ale przyznaję, że nie puszczam tam Fredzia bo się boję i nie ufam takim konstrukcjom. Nic to, Fredzio zasnął w wózku, ja uboższa o 150 zł bo musiałam zrobić zakupy na obiad dotarłam do babci wykończona…ten pobierowski Grunwald my Polacy przegrywamy…sromotnie.
2011-07-01
Get the Flash Player to see this player.
url=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Media/st50_mjk_targi2.flv iurl=http://www.mamajestkobieta.pl//UserFiles/Image/zrenijusis.jpg width=477 height=320 loop=false play=false downloadable=false fullscreen=true displayNavigation=true displayDigits=true align=left dispPlaylist=none playlistThumbs=false
Eko-mama, Reni Jusis opowiada o ekologicznym domu, praktycznych nosidełkach oraz o tym, jak zmienia się podejście do procesu narodzin dziecka.
2011-06-01
Karolina Malinowska
Niedawno wszystkie obchodziłyśmy Dzień Matki i dopadła mnie refleksja nad znaczeniem pojęcia "dobry rodzic", niedawno na polskim rynku wydawniczym ukazała się powieść "Zła matka" , którą okazuje się być matka normalna tylko próbującą nadążyć za ideałem matki jaki kreują media.
Sama niedawno poczułam się jak mama, dla której nie jest najważniejsze jej dziecko. Mój synek ma teraz 4 mce, karmię go piersią, on bardzo potrzebuje mojej bliskości. Świetnie rozpoznaje twarze , uśmiecha się, gaworzy i chce być w centrum wydarzeń, a bez mamusi ani rusz... A ja dostałam wspaniałą szansę od mojej szefowej, szansę wylotu do Nowego Jorku na sesję fotograficzną. Kocham to miasto, daje mi niezwykłą siłę. Mieszkałam tam jakiś czas i mam cudowne wspomnienia, pewnie każda z Was ma takie miejsce gdzie przysłowiowo "akumulatory", moim jest właśnie NYC.

Ucieszyłam się jak głupia, zwłaszcza, że zaproponowano mi także możliwość zabrania ze sobą Christianka... ale po chwili przyszła refleksja. Jak to? Mam go ciągnąć taki kawał świata? Lot trwa 8 h, tyle ludzi na lotnisku, tyle zarazków, choroby...To może go jednak nie zabierać, zostawić na tydzień i już...problemem będzie tylko karmienie, bo przecież mały podjada także pierś.No i będzie tęsknił za mną, mamy przecież swoje małe rytuały i nikt nie będzie w stanie mnie zastąpić, poza tym on ma tylko cztery miesiące jest naprawdę maleńki...
Długo biłam się z myślami, ale postanowiłam odpuścić, nie tylko dla dobra dziecka, ale także swojego.Cóż z tego, że odbyłabym fantastyczną podróż, która marzy mi się od długiego czasu, przeżyła super chwile, zrobiła świetne zdjęcia jeśli cały czas z tylu głowy myślałabym o synkach, nie umiem się jeszcze tak wyluzować, jeszcze nie teraz. Swoją drogą to zaskakujące co się dzieje z kobietą, która zostaje matką. Tak jakbyś wchodziła na zupełnie inną orbitę. Nic już nie jest takie samo, choć możemy sobie poczytać w wannie "Cosmopolitan" i na chwilę stać się kobietami "sprzed", to jednak w środku jesteśmy inne. Jesteśmy mamami i będziemy nimi już zawsze. Nie ma jednak nic złego w tym, że czasem pomyślimy o sobie i tylko o sobie.
Wracając do tematu bycia dobrym rodzicem, dobrą matką, perfekcyjną panią domu... to ja podziwiam swoją mamę. Wychowała sama dwójkę dzieci, pracowała na dwa etaty, nie muszę wspominać, że w tym czasie nie było niczego w sklepach, a nawet jak było to najpierw trzeba było mieć za co kupić, a później odstać swoje. Taki wynalazek jak pieluchy jednorazowe nawet nie był na liście marzeń,wszystko trzeba było oraz ręcznie, gotować, prasować jednym słowem MASAKRA.
Mamo kocham Cię, jesteś wspaniała.
Ja staram się dążyć do ideału, ale nie za wszelka cenę. No i co z tego, że mam zlew pełen naczyń po obiedzie,skoro za oknem świeci słońce i można zabrać dzieci na spacer? Przecież nie wpadnie do mnie sanepid i nie zamknie kuchni, a pozmywać można po powrocie? No i co z tego, ze macie tyle do prasowania, skoro wasz synek chce się bawić samochodami właśnie z Tobą Mamo, z nikim innym tylko z Tobą. Olej prasowanie, pranie, zmywanie po prostu ciesz się dniem. Masz ochotę poczuć się pięknie, choć dziś będzie oglądało Cię tylko Twoje dziecko? umaluj się, ubiera ładnie (swoją droga nie mogę się już doczekać noszenia ciuchów, które nie muszą ułatwiać dostępu do cycoszka. :-). Mamy karmiące wiedzą co mam na myśli.
W książce "Zła matka" autorka przyznaje się także , że bardziej kocha swojego męża niż dzieci i to czyni z niej gorszego rodzica w opinii innych mam. Ja zastanawiam się jednak czy tę miłość można a przede wszystkim czy warto porównywać?Czy to ma sens? Dla mnie to są tak inne emocje, obie bardzo silne ale jakże rożne, a bycie dobrym rodzicem, to bycie także dobrą żoną , bo przecież dzieci poprzez podpatrywanie nas uczą wynoszą później z domu wzorzec rodziny.
Bycie dobrym rodzicem to bycie dobrym człowiekiem, znajdywanie czasu dla naszego dziecka i oddanie się w 100% na te chwile, a nie rozmowa przez telefon w czasie zabawy z maluchem. Bycie dobrym rodzicem to bycie rodzicem , który stawia granice, nie pozwala na wszystko, nie ustępuje kiedy nie powinien, bo tylko wtedy dziecko ma poczucie bezpieczeństwa ,wie że na mamie czy tacie można polegać. Bycie dobrym rodzicem to bycie rodzicem, który nie tyle słucha ale słyszy i chce usłyszeć.Bycie dobrym rodzicem to po prostu kochanie swoich dzieci. Mądre kochanie.
Czy jestem, czy będę dobrą matką? nie wiem, ale będę się starała...ocenią to moi synowie. Kiedyś, a właściwie każdego dnia...
Kochane mamy bądźcie dobre także dla siebie, odrobina egoizmu nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie :-)
2011-03-20
Zapraszamy Was - kochane Kobiety do lektury strony internetowej, na której Karolina Malinowska, mama dwóch synów: półtorarocznego Fryderyka i nowonarodzonego Christiana, pisze o byciu kobietą i spełnianiu się w roli matki.
To strona na temat, który niestety, w Polsce wciąż pozostaje tabu: o nas- kobietach, które po urodzeniu dziecka i zostaniu mamami boją się myśleć o swoich kobiecych potrzebach, zapominają o troszczeniu się o siebie.
Karolina Malinowska, odważnie i intrygująco, udowadnia i namawia Was, aby nie zapomnieć, że oprócz bycia fantastyczną matką można pozostać fascynującą kobietą!
Zapraszamy do lektury!
Zespół HUMANA
